• Wpisów:33
  • Średnio co: 73 dni
  • Ostatni wpis:49 dni temu
  • Licznik odwiedzin:5 348 / 2511 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Samotny, smutny, mający wszystkiego dość.
Dość tego jak wygląda świat, zdając sobie sprawę z kruchości swojego krótkiego życia, zdając sobie sprawę ze swojej niedoskonałości i codziennym zaprzepaszczaniu czasu, niszczeniu wielu cudownych chwil i nie docenianiu ich.
Co jakiś czas powtarzam sobie :
- Życie jest krótkie, nie kłóć się, te chwile mogą się już nie powtórzyć, celebruj każdy dzień z ukochaną jakby miał być ostatnim.

Niestety ludzkie uczucia i strefa emocjonalna jest dominująca nad tą odpowiednią, racjonalną strefą, a więc czystym i zdrowym rozsądkiem.
To ona powoduje, że choćby chwila była cudowna to z racji zazdrości, wrodzonej złośliwości, braku nastroju jesteśmy w stanie wszystko popsuć.

Nasuwa się tylko jedno pytanie :
- Czy warto marnować czas na kłótnie, kiedy można miło razem iść przez życie?
 

 
Znów tu wracam.. zawszę przy najtrudniejszych chwilach.

Po ponad roku znajomości i niespełna roku związku wszystko poszło w niepamięć.
Nie powiem zbyt dużo.. w sumie sam nie wiem co mam powiedzieć, ale coś mnie tutaj przyciągnęło.. powiem tylko, że jest ciężko, bardzo ciężko.

Z początku związku byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi.. bardzo.. nawet za bardzo.
Z czasem zaczęły się komplikacje, głównie przez nasz wybuchowy charakter.. heh.. dobrało się dwóch zazdrośników i uparciuchów jak osioł tak i rozpoczęcie kłótni nie stanowiło dużego problemu.
Za rozpoczęciem kłótni ciągnęło się coraz to bardziej jej nasilanie, wiadomo.. uparciuch nie ustąpi, dopóki nie dojdzie do bardzo poważnej kłótni kiedy najczęściej się rozchodziliśmy w swoje strony. Nerwy prowadzą do nieoczekiwanych zakończeń, nie raz sam siebie nie poznawałem, nigdy nie przypuszczałem, ze mógłbym się tak zachowywać, kiedy zauważyłem jak się zachowywałem będąc pod wpływem zdenerwowania.

Poszło zbyt dużo słów.. I to nie raz.
Kłótnia po kłótni, dzień po dniu, mówiła
-Zmień się
A ja na to
-Postaram się bo Cie kocham, ale nie obiecuję
Ona jak i ja łudziliśmy się, że będę potrafił się zmienić.. ale nie.. to było silniejsze ode mnie, zdenerwowany jestem zupełnie innym człowiekiem, nic nie mającym wspólnego z tym drugim "ja".

Już mówiłem jej, posłuchaj to nie ma sensu, ja nie dam rady się zmienić, staram się, ale nie dam rady, choć bardzo bym chciał, gdy się nie denerwuję to wszystko jest jak w niebie, lecz gdy coś mi nie pasuje to przestaję się kontrolować.
Nie słuchała dalej w to brnęła.

Dziś dzień moich urodzin.. po kilku dniach kłótni przyjechała do mnie.. przez pewien czas było dobrze, ale to tylko pozornie, w końcu powiedziałem jej to co już kiedyś jej mówiłem.
"Chce żebyś była szczęśliwa, naprawdę chcę, ja nie dam rady się zmienić, już kilka miesięcy próbuję ale nie daję rady, nie chcę już patrzeć jak płaczesz, twoje łzy mnie bolą, to jakim jestem.
Kocham Cie, więc chce byś była szczęśliwa, to jest najważniejsze miłości, nie to by być ze sobą na śmierć i życie tylko to, by zadbać o szczęście drugiej osoby, gdy ja widzę, że nie daję Ci szczęścia, że Cie krzywdzę w taki lub inny sposób to czuję, że ktoś inny mógłby zadbać o Ciebie bardziej, zasługujesz na to."

Było bardzo ciężko się rozstać.. ostatnie przytulenia, całusy.. muśnięcia opuszków palców po twarzy, bolało mnie to, że ją stracę, że ona się oddala, że to co łączyłem z każdym moim dniem nagle zniknie.. Ale mówiłem sobie
"Tak będzie lepiej, ona zasługuje na szczęście, ty jej jego nie dajesz, ile razy już słyszałeś, że jesteś frajerem, że wcale mnie nie kochasz, że ci nie zależy, że to i tamto, ona dawała wyraźne znaki, ile razy chcesz to jeszcze usłyszeć? Choć cie kocha, uwierz, odrzuć ją choć będzie cie to bolało, zaopiekuje się nią ktoś kto będzie opanowany i da jej prawdziwe szczęście".

Domyślam się, potrzeba jej czasu aby zapomniała, ale... da radę, da radę i ja wtedy będę mógł zobaczyć, że rzeczywiście jest szczęśliwa, ona pewnie też w duchu pomyśli, że miałem rację, może mi nawet podziękuje? Miłość to naprawdę trudno sprawa, ale naprawdę.. czasem warto ustąpić, aby osoba, która jest nam bliska była szczęśliwa, i nie koniecznie z nami, bo to jest dość egoistyczne zachowanie, dbać o swoje szczęście i nie patrząc czy druga osoba jest szczęśliwa.

Przytuliłem ją i powiedziałem "tak będzie lepiej, dasz radę uwierz, jeśli chcesz coś zrobić dla mnie to nie zawiedź mnie, weź się w garść i znajdź sobie kogoś, chce widzieć, że jesteś szczęśliwa, nie rób sobie nic złego, nie krzywdź siebie, zasługujesz na szczęście, znajdziesz je, daj temu trochę czasu, zaufaj mi".

To trudne...
 

 
Tym razem do pisania skłoniło mnie zupełnie co innego...

Mój tatuś, tak tak go nazwę.. żartował sobie czasami, że on to już 5 minut przed śmiercią, że już sobie nagrobek szykuje.. zawsze wtedy słyszał, że on się nigdzie nie wybiera, że pożyje jeszcze długo.

Byłem pewny, że z dumą będzie mógł podziwiać to, na co czekał całe swoje życie, na to, że jego wychowanie mojej osoby przyniesie pożądany skutek, że osiągnę swoje pierwsze poważne sukcesy na drodze życia, w pracy, a gdy założę własną rodzinę, będzie mógł podziwiać kolejnego wnuka, który przyprawi mu jeszcze na twarzy nie jeden uśmiech.

Denerwował mnie.. denerwował mnie nie raz, miałem go dosyć, przeklinałem go w myślach, czułem.. jakby był tym złym.. oczywiście złość po chwili przechodziła, lecz nigdy nie wyobrażałem sobie, że jest to osoba dla mnie tak bliska.

Dziś.. dowiedziałem się, że jest chory na raka, wręcz do tej pory nie dowierzam, że to może być prawdziwe, nie wyobrażam sobie momentu, kiedy po prostu go nie będzie, kiedy nie będę mógł zwrócić się do niego o pomoc i cenną ojcowską radę, z którymi i tak czasami się nie zgadzałem przez swoją upartość.

Choć jestem już wiekowo dorosły, to tak naprawdę jestem w obliczu choroby ojca bezsilnym chłopcem, istotką, która gubi się w swoich już coraz pewniejszych przekonaniach, lecz nadal potrzebuje wskazania prawidłowego kierunku w życiu, aby obrać właściwą drogę.

Jakie może być większe marzenie ojca, od widoku szczęśliwej rodziny, szczęśliwej rodziny syna, uśmiech na twarzy jego, na twarzy wnucząt?
Widok, że można było dać życie kolejnym pokoleniom, dać im radość w życiu, kończąc przy tym swoją historię, kończąc całą swoją misją na ziemi oraz w jakimkolwiek innym miejscu.

Marzę i modlę się o to w ciszy duszy (jestem ateistą), aby doczekał czasów, kiedy ujrzy mnie dziękującego go za dane mi życie, które choć czasem nie było kolorowe, to jest nadzwyczaj cenne i wyjątkowe. Marzę, aby zobaczył mnie a w moich ramionach moje własne dziecko, gdy poczuje, że ja też obrałem taką samą funkcję w życiu jak on - ojcowską.

Nie wiadomo ile jeszcze pożyje, póki co wszystko jest diagnozowane, lecz nie wiem jak poradzę sobie bez niego.. nie wiem jak poradzę sobie bez osoby, która wychowywała mnie samotnie od 11-nastego roku życia, nie wiem.. czuję, że nie doceniałem go wystarczająco, czuję, że nie dbałem wcześniej o to, aby mógł się czuć wystarczająco kochanym przez swojego syna, boli mnie to..

Jeśli choroba okaże się na tyle złośliwa.. życzę mu, mimo swoich głęboko ateistycznych przekonań, aby chociaż dla niego powstało niebo.. aby chociaż on trafił tam gdzie będzie mógł obserwować moje życie z góry, będzie mógł zobaczyć, kiedy ja będę dedykował mu całe swoje życie i wszystko co robię właśnie jemu.

Jest mi cholernie smutno.. okropnie.. to nie ma porównania z jakimiś niespełnionymi miłościami, które choć bolą, wydają się być najważniejsze, to nie mają porównania w obliczu możliwej śmierci najbliższej osoby, która miała ze mną codziennie kontakt od moich narodzin...
To jest o wiele głębszy ból, nieustannie wbijane noże w plecy, wbijane powoli.. najpierw delikatnie, potem wbijane coraz głębiej, powodując w duszy coraz większe rany..

Dziękuję mu za okazane mi życie i za każdą chwilę poświęconą, aby wychować mnie na dobrego człowieka.

 

 
To moje pierwsze litery w życiu, które piszę na kartkach papieru dla drugiej osoby.

Zapewne zastanawiasz się, kim dla Ciebie jestem, czy ktoś taki jak ja może dać Tobie szczęście?
Poznaliśmy się niepewnie, obydwoje z sporym bagażem doświadczeń, ostrożnie zdobywaliśmy zakątki naszego charakteru.

Szybko postanowiłem pokazać Tobie, że istnieje ktoś zupełnie inni niż Twoi byli, ktoś kto pokocha Cie prawdziwie, ktoś kto zamiast myśleć o jednym
pomyśli o przynoszeniu Tobie szczęścia.
Zakochałem się w Tobie bez granic, jestem w stanie oddać dla Ciebie wszystko, choć nie układało się czasami po naszej myśli, to moja miłośc do Ciebie dodawała mi sił, to ona była moim motywatorem w dążeniu do szczęścia,
wiele się wydarzyło.. bywały chwile gdy moje serce poważnie cierpiało.. wtedy gdy ze świadomością wbijałaś w nie kolejne sztylety, które potęgowały ból.

Jedyne co pozwoliło mi przetrwać było to niesamowite uczucie do Ciebie, którego nie da się opisać. Ono jest... jedyne w swoim rodzaju, nigdy nie czułem nawet nic podobnego.
To przez te uczucie oraz przez świadomość braku możliwości funkcjonowania bez Cibie potrafiłem poradzić sobie z tymi mniejszymi problemami jak i tymi dwoma, które wyrządziły mi największy ból.
Dla mnei to nie jest zwykła miłość, ona jest dla mnie całym życiem, bez Ciebie nie istnieje ja, jak i cały mój świat.

Mówiłem wiele głupich rzeczy... głównie wtedy gdy byłem zdenerwowany - miałem wtedy wszystkieog dosyć, gdy już się troszkę uspokoiłem czułem narastający ból w moim sercu, z powodu żalu tego co napisałem, wtedy czuję
się okropnie... czuję się jakbym tracił cały mój świat, jakby coś wyżerało moje serce od środka. Wtedy najczęściej szukam drogi ucieczki.. muszę odreagować, a wszystko co ostre staje się moim przyjacielem.
Cierpienie fizyczne daje mi wówczas jedyne ukojenie na czas nadziei, dopóki wszystko się nie ułoży po mojej myśli, abyśmy znów byli szczęśliwi i mógłbym zobaczyć w Twoich pięknych oczkach tę radość, gdy jesteś przy mnie.

Myślisz, że dlaczego gdy napiszę coś głupiego to przepraszam?
Bo żałuję... żałuję strasznie, w stanie wkurwienia piszę coś czego na prawdę nie myślę, piszę coś co czuję w chwili zdenerwowania, gdy najchętniej rozwaliłbym wszystko - wtedy mam wszystkiego dosyć.
Po chwili strasznie żałuję, tak żałuję jak żałowałaś Ty, wtedy to było dla mnie najważniejsze, wybaczyłem Tobie właśnie dlatego bo widziałem, że strasznie Tobie zależy, tak jak teraz zależy mi.
Gdy patrze na naszę zdjęcia czuję w sercu ogromne ciepło, po policzkach spływają mi łzy.
Szczerze mówiąc dzieję się tak, ponieważ były to najpiękniejsze chwile w moim nędznym życiu.
Chcę do tego wrócić, chcę dalej dawać Ci szczęście i być dumnym, że mam taką wspaniałą dziewczynę.
Trudno udowodnić takie silne uczucie.. nie mam wiele pieniędzy, nie mam wszystkiego co bym mógł sobie wymarzyć i bym mógł Tobie podarować.. jedyne co mogę podarować to moje serce i te słowa, które piszę do Ciebie.

Ja już sobie jakiś czas temu coś postanowiłem i tego będę się trzymał, przekonasz się o co chodzi... wtedy zapewne pomyślisz, że naprawdę musiałęm Cie kochać, że naprawdę mówiłem prawdę, że byłaś dla mnie wszystkim.
Tylko w tym wszystkim najgorsze jest to, że wtedy już mnie nie będzie, zrozumiesz co do Ciebie czułem, lecz wszystko pozostanie już poza Twoim zasięgiem, a wyrzuty sumienia na zawsze pozostaną w Twojej głowie.

Piszę to wszystko z serca... po to abyś dowiedziała się co do Ciebie czuję, bo może nie do końca zdajesz sobie z tego sprawę. Piszę to już 3-ci dzień, mam na myśli dwie noce podczas, których nie mogłem przestać o Tobie myśleć..
nie mogłem zasnąć.. wtedy wyciągnąłem kartkę i zacząłem pisać, drugiego dnia wyglądało to podobnie, teraz 3-ci dzień kontynuuje to w szkole.


Zastanów się nad wszystkim... kocham Cie i tylko Ty się dla mnie liczysz w życiu.

 

 
Nie napiszę nic nowego....
znowu wracam do starego przyjaciela - smutku.

Znów katuję kawałki, które zwykłem słuchać w takim stanie. Jak zawsze, pozostaje iskierka nadziei, mam nadzieję, że ona przerodzi się w prawdziwy pożar.

 

 
Doświadczyłeś kiedyś tego uczucia? Doświadczyłeś kiedyś uczucia, że byłeś zdradzany.?

Zrobiła to już po raz drugi, znów okłamując mnie przy tym.
Ból jakby ktoś mi prosto w serce powoli wbijał nóż, wyjmował.. i wbijał znów..

Ufasz swojej kobiecie? Też ufałem, mówiłem sobie, że przecież trzeba zaufać... Zaufałem i..? Zawiodłem się już drugi raz.

Rób wszystko, bądź wierny, staraj się... i tak wszystko pójdzie się jebać .
 

 
Nie wierzę, nie wierzę w to co się stało.

Nikt nie wie jak się czuję, nikt nie wie jak to jest stracić cały świat.
Powiesz - przesadzasz , ja powiem - skąd wiesz co czuje?
Czuję, jakbym stracił wszystko, jakbym nie miał już nic i nikogo w życiu, była dla mnie wszystkim, to ona była i koleżanką/przyjaciółką/dziewczyną, to jej wszystko mówiłem, co nie wie i nie będzie wiedział nikt.

To już 4 godzina płaczu, płaczę... bo muszę, nie daję rady, próbowałem się zabić, szybko i skutecznie.. Niestety nie wyszło, coś trzyma mnie tutaj, trzyma mnie nadzieja, że może jutro napisze i wszystko okaże się żartem, że wszystko wróci do normy.

Powiedziała, że czeka nas miesiąc przerwy, miesiąc zerwania kontaktu, wszelkiego.. usunęła z facebooka/fotki itp. szkoda tylko, że praktycznie nic jej nie zrobiłem...
Miesiąc przerwy...? Dla mnie już 3 dni to katorga bez kontaktu z nią, a co dopiero tydzień, dwa, trzy, cztery!? Nie wiem czy dam radę... wątpię. Jestem już zbyt słaby, aby znów w niepewności czekać na to, aż osoba, która jest dla mnie jedyną osobą, która mnie interesuje na tym świecie znów z uśmiechem spojrzy w moje oczy.

I gdzie tutaj są słowa "najważniejszy, skarb, misiu", no gdzie? Jak pół dnia później wszystko się sypie, praktycznie z błahego powodu?

Będę na nią czekał miesiąc... dzień w dzień będę oglądał jej i nasze wspólne zdjęcia... mam nadzieję, że ten czas uda się jakoś przyśpieszyć, ja już opadam z sił, nie dam rady tak dłużej...
 

 


Nienawidzę świata - on nienawidzi mnie.


 

 
Chyba muszę o to zapytać..

Jak to jest..? Tym bardziej kocham, tym bardziej jestem dla tej osoby nieznośny, tym bardziej jestem o tą osobę zazdrosny.
To wykańcza mnie jak i niszczy uczucie drugiej połówki do mnie, to wszystko psuje, niestety nie umiem nad tym zapanować, to jest silniejsze ode mnie. Nie chcę się denerwować, nie chcę być aż tak zazdrosny lecz nie potrafię, tyle dla mnie znaczy.. boję się, że ją stracę, boję się, że znów zostanę sam z krwawiącym sercem.

Chciałbym, aby wszystko było jak w bajce, ale czy to nie ja nie niszczę powstający scenariusz tejże bajki..?

Moja niedoskonałość mnie przeraża, nie cierpię siebie..

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


Cały dzień myślę, myślę o niej..

Sam sobie się dziwie, że jej wybaczałem, lecz nie potrafię bez niej funkcjonować.
Zaufanie odbudowałem od nowa, nie było to łatwe, ale dla ukochanej osoby można zrobić wszystko.

Mówią " nie wchodź dwa razy do tej samej rzeki ", szkoda, że nie wiedzą, że ta rzeka jest dla mnie całym życiem.



 

 
Jak mi się z nią uda, to będzie to najlepsza rzecz, jaka mi się w życiu mogła przytrafić..
Czekałem na nią cały miesiąc, aż w końcu znów może między nami coś wyjść, jest tak blisko, a zarazem tak daleko, chciałbym, aby to wszystko było proste...

Kocham ją bardzo mocno! ;*
 

 
Kolejny dzień spędzony w samotności...
już chyba brakuje złudzeń, że to z nią na ten moment mogłoby być dobrze, pomału staram pogodzić się z utratą ukochanej osoby.

Nie jest łatwo.. ale bez cierpienia nie ma miłości.
 

 

Jeden z nielicznych wpisów nie mojego autorstwa.

"Do pustego domu wracać szkoda wiesz.
Tramwaj, światła, ja w godzinie szczytu
I znów się zastanawiam jak jej teraz idzie w życiu."
 

 
To już 3-cia noc z rzędu kiedy nie mogę zasnąć...

Jedyną rzeczą chroniącą mnie przed depresją jest to, że wmawiam sobie, że może być dobrze, wmawiam sobie, że nadal jesteśmy razem, że jutro znów spotkamy się w miejscu, w którym przywykliśmy się spotykać, choć mijają kolejne godziny, kiedy dzielisz swoje szczęście z kimś innym.

Lecz ile można sobie wmawiać... każdy kolejny dzień będzie równał się z coraz większą tęsknotą za Tobą, pragnieniem przytulenia Ciebie chociaż na chwilę - ostatni raz.

Pamiętam te chwile, te minuty.. nie miałem pojęcia, że one będą tymi ostatnimi.

Tym razem zamiast zdjęcia - kawałek.
 

 
To już koniec... czuję jakbym stracił cały świat.

Dałbym wszystko aby to co dawniej wróciło.. niestety tutaj wszystko nie wystarczy.
  • awatar Semper: Każdy ma w swojej głowie co innego, nie da się zrozumieć toku myślenia niektórych osób.
  • awatar S.<3: :( a ja mam swoje kłopoty i to właśnie z osobnikiem o twoim imieniu.. Weź mi wytłumacz jego tok myślenia bo ja nie rozumiem...
  • awatar Mena508: Przykre, ale czasem tak jest :( Świetny blog
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
I znów sygnał w słuchawce telefonu odrzuconego połączenia... jest dla mnie jak kolejny sztylet wbijany prosto w serce. Czekam... czekam... dalej czekam... myślę " Odbierz w końcu ! Proszę ! ", na myśleniu się kończy, próby połączenia idą na marne...


Myślę o niej, cały czas... ale czuję, że dzieje się coś złego, coś co znowu permanentnie pozostawi blizny na sercu.

Wpatruję się w widok za moim oknem... spoglądam na zachodzące słońce i mam nadzieję, że nasze uczucie nie zajdzie jak ono.

Zdjęcie moje ..
 

 
Mówią nadzieja matką głupich, ale to ona pozwala mi brać uwagę, że jednak może być dobrze.

Nie ma nic gorszego niż niewiedza, nie wiem na czym stoję, na pewnym gruncie czy na tafli cienkiego szkła, które może pęknąć pod natężeniem postępujących kolejno nieszczęść.

Kocham ją.. liczę, że to się uda, to co było między nami jest dla mnie coś wyjątkowym, kontynuacja tego byłaby najpiękniejszą z możliwości.


 

 
Coś znów mnie tu sprowadza..
nie chcę pisać, ale to pisze się samo.

Czasem myślisz - " Dlaczego ja nigdy nie mogę być szczęśliwy, dlaczego za każde moje staranie otrzymuję odwrotny efekt niż pożądany? Dlaczego każda osoba której powierzamy swoje serce, oddajemy cząstkę siebie, ufamy, uważamy ją za najbliższą osobę swojemu sercu okazuje się być w następstwie najgorszym wrogiem, który wykorzysta wszystko to, co powiedzieliśmy/zrobiliśmy w zaufaniu" .

W sumie.. też tak myślałem, raz.. drugi... trzeci.. kolejny.. aż w końcu przyszła chwila głębszego zastanowienia "Czy będę kiedykolwiek szczęśliwy?" "Czy kiedykolwiek znajdzie się ktoś, kto będzie potrafił docenić moje oddanie dla drugiej osoby, szczerość, wierność?" . W takich chwilach nie wiemy co mamy z sobą począć, nie mamy ochoty żyć, nie znamy wtedy znaczenia słowa "SZCZĘŚCIE", nie zaznając go nawet w najmniejszych dawkach.

Powiedz mi.. jak to jest? Ci, którzy nie mają żadnych wartości w życiu, w głowach im tylko imprezy i zaliczanie coraz to innych z rzędu dziewczyn - są szczęśliwi, a Ci, którzy w życiu cenią miłość, zaufanie, szczerość, wierność, lojalność muszą napotykać na swojej drodze coraz to nowsze kłody powodujące wpadnięcie w emocjonalną przepaść?
Może to dlatego... że oddajemy całego siebie, kochamy całym sercem i przez to złudnie oczekujemy od drugiej osoby tego samego, może stawiamy tej osobie zbyt duże wymagania, bo przecież ona nie wie co to wierność, nie potrafi kochać.

Ale.. jest jedna rada, nie poddawaj się, choćbyś był już na skraju wytrzymałości, wiedz.. że na tym świecie są osoby, które myślą tak samo jak Ty, cenią tak samo jak Ty, żyją tak samo jak Ty, choć do odnalezienia ich czeka Cie długa droga, a wręcz prawdziwa selekcja wśród tych osób, które wydają się być wiarygodnymi i zasługującymi na bycie obdarzonym Twoim uczuciem.

Osobiście szukałem długo, jedna, druga, trzecia [...], to już stawało się nudne, każda praktycznie taka sama, wszystkie jak zaprogramowane pragnące tego samego z ich głowy już chyba dawno wywietrzało stwierdzenie "Prawdziwa Miłość", prawdziwa... bez końca, bez kłamstwa, bez zdrady, bez żadnego ego fałszu, niepatrząca na przeciwieństwa. Aż w końcu poznałem jedną dziewczynę, z pozoru można powiedzieć, iż nie wydawała się dla mnie odpowiednią, lecz z czasem doszło do mnie, że nie warto oceniać książki po okładce, najpierw trzeba poznać charakter... gdy już go poznamy, wtedy nie ważna jest okładka, która prędzej czy później ulegnie zniszczeniu, dążymy do pielęgnowania uczucia..

Choć nie znam jej długo, darzę ją uczuciem wyjątkowym, mogę śmiało powiedzieć, że nigdy nikogo tak nie kochałem jak właśnie tę osobę. Jest dla mnie czymś nie do określenia - aniołem, narkotykiem, wszystkim co mam w życiu.
A jaki jest najgorszy ból? Najbardziej boli rozłąka z tą osobą, nie mówię o rozstaniu, mówię o chwili, w której tęskni się za tą osobą, wtedy gdy żegnasz się z nią wieczorem, gdy oczekujesz z niecierpliwością na dzień następny, kiedy życie napisze kolejne linijki przeżyć z ukochaną osobą.

Nie widzę bez niej świata, moje wszystkie myśli sprowadzają się ku niej, jestem w stanie oddać jej wszystko co mam, całego siebie.. nie potrzebuję niczego innego, niż świadomości, że ta osoba czuje do mnie to, co ja czuję do niej.

Chciałbym, aby w chwili gdy jestem przy niej czas się zatrzymał, aby to zostało już na zawsze, aby nigdy nikt ani nic nie zniszczyło tego, co jest między nami.

Zastanów się... po co żyjesz, po to by kochać, czy po to, aby być kochanym? Ja wybieram jako priorytet to drugie, w połączeniu z pierwszym, nie ma nic piękniejszego niż prawdziwa miłość z wzajemnością.

Głowa do góry, dąż do celu, pamiętaj, że cel uświęca środki, a chyba nie ma nic cenniejszego, niż bycie dla kogoś kimś najważniejszym.


 

 
Bez względu nawet na serię niepowodzeń w życiu, zawsze znajdzie się bratnia dusza, która zawsze mnie zrozumie, która zawsze będzie takim moim aniołem stróżem. Ja już znalazłem tą osobę, która wypełnia moje całe serce, której uśmiech pokrywa się z moim.
 

 
Zawsze zastanawiałem się, dlaczego tak bardzo lubię spoglądać w niebo... Teraz już znam odpowiedź.. widzę w nim cząstkę Ciebie.
 

 
Każda sekunda bez Ciebie boli... cholernie boli.
 

 
Nadejdzie taki dzień, gdy przez głowe nie przewinie się żadna inna myśl niż te dotyczące tylko i wyłącznie Twojej osoby.
 

 
Jeżeli naprawdę kochasz , czas zawsze odnajdziesz , nie mając nawet jednej chwili...
 

 
Mam nadzieję, że bez względu jak często będziemy mieć ze sobą kontakt pomiędzy naszymi spotkaniami (choć będę się starał kontaktować się z Tobą jak najczęściej) to i tak Twoje uczucie do mnie nie zmaleje, że będziesz mnie kochać ciągle tak samo, i będziesz oczekiwała na mnie, nie szukała szczęścia gdzie indziej.
 

 
jednak istnieje...
 

 
Don't cry, honey.
 

 

Noc

Chwila samotności... Ludzie różnie wykorzystują ten czas. Niektórzy nie śpią , mają głowe zaprzątnięta wiele ważniejszymi wydarzeniami z dnia, większość po prostu śpi, ale wszyscy proszą Boga o to aby przyśniła się im w ten sen ukochana osoba.
Większość z nas (młodych), marzy o tym aby choć jedną noc spędzić u boku ukochanej osoby.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pierwszy dzień pingerowego blogu kończy się jak najbardziej udanie. Wraz z udanym dniem podąża ze mną osoba, która jest dla mnie najważniejsza. Dziękuje.
Dzisiejszy dzień rozpoczął się nieciekawie, ze względów zdrowotnych, lecz trzeba było iść się uczyć. W szkole czychało na mnie kilka lekcji i próbne egzaminy gimnazjalne z języka nowożytniego podstawowego i roższerzonego, którzy szczerze... poszedł mi średnio. Po powrocie do domu chwila odpoczynku, konwersacja z ukochaną. Następnie trzeba było zadbać o swoje zdrowie, więc jak to się dzieje od 5 lat, poszedłem na basen i siłownię, gdzie z kolegami trochę poćwiczyłem a co się wiąże z tym (w tym gronie) trochę się powygłupialiśmy. Po powrocie do domu znowu dossałem się do komunikatora by porozmawiać z Darią. Ahh, jest to bardzo udany dzień, zaczynamy się do siebie coraz bardziej przywiązywać. Miejmy nadzieję, że na prawdę będzie z tego coś wyjątkowego.
 

 
Miłość nie polega na wzajemnym wpatrywaniu się w siebie, ale na wspólnym patrzeniu w tym samym kierunku. < 3
 

 
Jak ja kocham patrzeć w niebo w poszukiwaniu gwiazd... To zamyślenie i wszystkie myśli ważące grubo ponad tonę. Gwiazdy... Rozjaśniacie pustkę w moim sercu, sprawiacie, że marzenia nabierają kolorów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Miłość? Ludzie różnie interpretują to zjawisko. Dla niektórych zapewne jest to przelotne uczucie, namiętność, szpan ? ... dla mnie jest to po prostu całym życiem.
 

 
Czym jest honor? Myślę, że mówimy o różnych rzeczach... Mówimy do chranu, do dupy, nie używamy słowa HONOR.